Nowy rozdział w karierze Olka Sikory
Aleksander Sikora, jeden z najbardziej lubianych prezenterów telewizyjnych, właśnie rozpoczyna kolejny etap w swojej karierze. To właśnie on został nowym prowadzącym „Halo, tu Polsat”. Do tej pory realizował się tam w roli reportera, a w rozmowie z RMF FM akcentuje, że była to dla niego prawdziwa szkoła życia. „Reporterka to bardzo trudne rzemiosło. Widzowie często widzą tylko kilkuminutowe wejście na żywo, a za tym kryją się godziny przygotowań, stres, zimno, deszcz i nieprzewidywalne sytuacje, w których nie ma miejsca na błąd. To była dla mnie ogromna szkoła, ale też przyjemność. Mam ogromny szacunek dla każdego, kto tę pracę wykonuje, bo wiem, ile to kosztuje” - mówi.
Sam najlepiej odnajduję się jednak w roli prowadzącego, bo przez pięć lat miałem okazję prowadzić program poranny. To mój żywioł, który mnie napędza. Kontakt z wami, z widzem, w długim formacie jest tym, co daje mi największą satysfakcję. A z kulis mogę zdradzić, że gdy zapadła decyzja o „Halo, tu Polsat”, zadzwonił do mnie dyrektor Edward Miszczak i powiedział: „mówiłem ci, że warto było czekać”. I dziś wiem, że miał absolutną rację.
Fala entuzjazmu wśród widzów
Wiadomość o tym, że to właśnie Olek Sikora poprowadzi poranne pasmo Polsatu, wywołała falę entuzjazmu wśród widzów. W sieci błyskawicznie zaczęły pojawiać się komentarze, w których internauci kierowali w stronę prezentera wiele życzliwych i wspierających słów. Jak reaguje na to 35-latek? Nie ukrywa, że jest to dla niego wyjątkowo ważne.
To najważniejszy rodzaj uznania, bo pochodzi od widzów. W telewizji można oszukać światła, można oszukać kamerę, ale widza nigdy. On od razu wyczuje, czy jesteś prawdziwy, czy grasz rolę. Jeśli reakcje są pozytywne, to znaczy, że ta autentyczność działa. Ta praca nauczyła mnie kontaktu z ludźmi w najtrudniejszych warunkach, a prowadzenie daje możliwość rozmowy na dłużej i budowania więzi. Dziś czuję, że te dwa światy łączą się w coś, co daje nam wzajemną przyjemność.
Olek Sikora i Ola Filipek – duet idealny?
W porannym paśmie Polsatu u boku Olka Sikory pojawi się Ola Filipek, znana słuchaczom RMF FM. Czy ta para ma szansę powtórzyć sukces Olka i Małgosi Tomaszewskiej z „Pytania na śniadanie”? „Duety w telewizji działają tylko wtedy, gdy są szczere. Z Gosią Tomaszewską tworzyliśmy tandem oparty na przyjaźni, dlatego widzowie widzieli w nas autentyczną parę, także poza anteną. To było piękne doświadczenie, które bardzo doceniam” – tłumaczy Sikora i dodaje:
Teraz z Olą zaczynam nowy rozdział. Ona ma radiowy refleks, lekkość i błyskawiczną reakcję, ja mam nadzieję, że wniosę doświadczenie prowadzenia dużych formatów, chociaż jestem pewien, że to ja ostatecznie będę sporo uczył się od Oli. Jest profesjonalistką i ma wspaniałą energię. I ten jej uśmiech… Razem możemy stworzyć duet, który będzie zupełnie inny, ale równie prawdziwy. I właśnie w tym jest siła, że każdy etap mojej drogi wnosi coś nowego, a widzowie dostają relację, która nie jest grana, tylko naprawdę się dzieje.
Nie tylko „Halo, tu Polsat”
Nowa rola w „Halo, tu Polsat”, to tylko początek wyzwań dla Sikory. Już niebawem prezentera zobaczymy również na parkiecie „Tańca z gwiazdami”. To wyjątkowo czasochłonny i wyczerpujący fizycznie format, który wiąże się z godzinami spędzonymi na sali treningowej. Jak uda mu się pogodzić wszystkie obowiązki? Aleksander nie tylko nie obawia się tak napiętego grafiku, ale również jest przekonany, że będzie go to napędzać.
Na papierze wygląda to jak szaleństwo. Rano program na żywo, potem treningi do „Tańca z gwiazdami”, a jeszcze gdzieś pomiędzy trzeba normalnie żyć. Ale ja właśnie w takim tempie najlepiej się odnajduję. Telewizja nauczyła mnie radzenia sobie z presją i nieprzewidywalnością, taniec wymaga cierpliwości i systematyki. To dwa światy, które świetnie się uzupełniają. Dla mnie to nie rywalizacja o czas, tylko dodatkowe źródło energii.
„Poza tym, jeśli przez kilka lat potrafiłem codziennie wstawać o czwartej rano i prowadzić program na żywo, to naprawdę trudno mnie przestraszyć intensywnym grafikiem. Krótko mówiąc, będzie intensywnie, ale właśnie o to chodzi” - podsumowuje.