Marcelina Zawadzka i Max Gloeckner w Dubaju
Marcelina Zawadzka i jej narzeczony: Max Gloeckner od kilku miesięcy mieszkają w Dubaju. Modelka oraz prezenterka – znana m.in. z programu „Farma” – wyznała, że przeprowadzka była podyktowana m.in. zobowiązaniami zawodowymi jej partnera. Sama nie rezygnuje z przedsięwzięć, biorąc udział w rozmaitych projektach: także w Polsce.
W ostatnich dniach tematem numer jeden w mediach był konflikt na Bliskim Wschodzie. Niespokojnie jest m.in. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, które odpierają ataki. Tuż po pierwszych informacjach na temat rakiet w Dubaju Marcelina Zawadzka zabrała głos w mediach społecznościowych, dziękując za troskę i informując, że jej bliscy są bezpieczni. Później relację z miasta zamieścił także Gloeckner.
Dziś gwiazda Polsatu ponownie zrelacjonowała, jak wygląda obecnie sytuacja w miejscu, w którym znajduje się wraz z narzeczonym i synem: Leonidasem. Po raz kolejny wyraziła też wdzięczność za liczne zapytania i formy troski od internautów. Zapewniła, że znajdują się w bezpiecznym miejscu.
Marcelina Zawadzka na Instagramie
Marcelina Zawadzka opisała, że wraz z bliskim znajduje się na obrzeżach Dubaju:
„(…) U nas bez większych zmian – dobrze. Tzn. jesteśmy w domu, który jest niski, murowany, nie ma ogromnych szyb i znajduje się na obrzeżach Dubaju.”
Rozważamy różne scenariusze i staramy się na to przygotować. O planie na najbliższy czas poinformuję was, kiedy już coś będzie wiadomo na sto procent.
W dalszych słowach prezenterka wspomniała m.in. o sposobie przekazywania informacji w mediach. Skonfrontowała to ze swoimi obserwacjami:
„(…) Ogólnie takie sytuacje polaryzują ludzi. Dobrze widać to w internecie. Jaka fala hejtu spływa na ludzi, którzy znaleźli się w obecnej sytuacji (…). Ale też rozumiem, że media zrobiły taką narrację, że ludzie tak oceniają (…). Z tego co widzę sama i słyszę też od bliskich (…), życie toczy się dalej. Ludzie się odwiedzają, chodzą na spotkania, do restauracji. Starają się funkcjonować: nie ma paniki – absolutnie nie (…).”
Nie bagatelizujemy i nie lekceważymy tego, co się dzieje, ale też nie nakręcamy strachu i spirali paniki – zakończyła.
